Poniedziałek, 17 czerwca 2019 roku;
  • :
  • :
Search

Muzyczne Zagłębie – profesjonalnie poza profesją

Grupa sześciu dojrzałych mężczyzn, jak sami o sobie mówią, młodych duchem. Udowadniają, że pracę zawodową można połączyć z pasją. Spotykam się z nimi w jednej z sosnowieckich pizzerii, by dowiedzieć się, jakie były początki zespołu Post Profession, w którym kierunku zmierzają i skąd w ogóle pomysł na organizację Metal Festu w Sosnowcu.

Post Profession

Post Profession

Katarzyna: Zacznijmy od Waszych początków… Kto wpadł na pomysł wspólnego grania?  Wszyscy znaliście się wcześniej?

Miłosz Płachciński: Czwórka z nas, zna się z czasów liceum, chodziliśmy do  Staszica  w Sosnowcu. Jeszcze w szkole, Maciek z Piotrkiem (Smokiem) grali razem, Maciek na gitarze, Smoku na perkusji (mieli jeszcze basistę).  Przychodziliśmy do nich i byliśmy zafascynowani tym, co robią. Po jakimś czasie kontakt się urwał i spotkaliśmy się ponownie w 2004 roku. Wtedy postanowiliśmy, że wspólnie zaczniemy grać. Początki to także muzyczna współpraca z Krzyśkiem, naszym obecnym menadżerem. Głównie graliśmy covery na gitarach akustycznych. Już w 2004 roku postanowiliśmy, że trzeba naszą działalność rozszerzyć. Zaczęliśmy grać w pełnym składzie. Ja, Krzysiek, Smoku i Piotrek – basista. Wtedy jeszcze nie jako Post Profession, ale zespół bez nazwy. Graliśmy covery metalowe i bluesowe (Metallica i Dżem), takie klimaty…. I to był w zasadzie sam początek. W pewnym momencie postanowiliśmy, że będziemy grać repertuar tylko metalowy. Krzysiek wolał grać blues i stwierdziliśmy, że musimy szukać drugiego gitarzysty. Wtedy Piotrek Smok nawiązał kontakt z Maćkiem, z którym kiedyś grał. Było to po ładnych 15-16 latach. Maciek oczywiście stwierdził, że przyjeżdża do nas. Można powiedzieć, że właśnie wtedy powstał zespół Post Profession, to był listopad 2004 roku.

Maciej Narski: Ja wtedy mieszkałem w Zakopanem, zresztą teraz też mieszkam. Przez jakiś czas pracowałem w Irlandii. Nawet wtedy przyjeżdżałem na próby, na koncerty.

MP: Na początku byliśmy więc kwartetem. Obowiązki wokalisty przejąłem ja, raczej ze średnim skutkiem, dlatego poszukiwaliśmy wokalisty, którego na całe szczęście mamy w tej chwili.

Krzysztof Hacik: Ja wspomagam zespół menadżersko. Oczywiście na tyle ile potrafię, na ile pozwala mi praca. Czasami sobie także zagram z zespołem. Na płycie też mam swój wkład, jedną kompozycję. Dlatego myślę, że traktują mnie jak członka zespołu.

K: Wspomnieliście, że niektórzy z Was grali już w liceum. Samouki czy doświadczenie zdobyte w szkole muzycznej?

MN: Ja chodziłem do szkoły muzycznej do Żeromskiego, na gitarę klasyczną.

K: Rozumiem, że część samouki, a część…

Zespół: „Cudzouki”.

MP: Jeden wykształcony muzyk, reszta samouki.

K: Kto więc odpowiada za kompozycję, a kto zajmuje się pisaniem tekstów?

 MP: Ja przygotowuje riffy w domu, większość z nich przynoszę na próby i wspólnie obrabiamy utwory i szlifujemy, a tekstami zajmuje się Grzesiu.

Grzegorz „Bodek” Bodzioch:  Od momentu jak dołączyłem do chłopaków i udzielam swojego głosu, jestem odpowiedzialny też za to, żeby pisać teksty. Ponieważ śpiewam, nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiada. Jest jakaś spójność między tym, co chcę później wyrazić a tym, co powstało w mojej głowie, tak to działa.

K: Dlaczego więc teksty w języku angielskim, a nie po polsku?

GB: Jest to bardzo aktualne pytanie, ponieważ w tej chwili dużo myślimy o tym, żeby zaczęły powstawać teksty w języku polskim. Myślę, że dość naturalny był wybór języka angielskiego, jak w większości zespołów, jest to jednak rockowy język. Dobrze brzmi, fajnie się pisze i układa frazy po angielsku. Może trochę też odpowiedzialność, co w tym tekście jest, się rozmywa, ale pasowało nam to do pierwotnej formuły. Natomiast już na tej ostatniej płycie przemyciliśmy pojedyncze frazy w języku polskim, są ukryte w szeptach. Nie ukrywam, że gdzieś tam powoli myślimy o tym, że naturalną konsekwencją tego pierwszego kroku, będzie rozwinięcie formuły, żeby na kolejnej płycie były już tylko i wyłącznie teksty w języku polskim, bądź teksty po polsku z wtrąceniami w języku angielskim.

K: Czyli od początku założenia były takie, żeby było międzynarodowo?

 GB: Pewnie trochę tak, natomiast też nam się tak wydawało, że nośność w języku angielskim będzie większa, tym bardziej, że jest to język na tyle popularny, u nas w kraju, że większość nie ma kłopotu   z rozpoznawanie tych tekstów. Nie ukrywam, że są też częste głosy, które jasno mówią o tym, że gdybyśmy śpiewali w języku polskim, to byłoby to jeszcze lepiej odbierane. Widzimy, jak publiczność reaguje, gdy śpiewa się po polsku i to nas inspiruje do zmian.

K: Post Profession – nazwa też po angielsku. Czyj to pomysł?

MP: O ile dobrze pamiętam to moja żona wymyśliła.  Ta nazwa odzwierciedla naszą działalność. Post Profession – poza profesją. My robimy to dla zabawy. Potem Smoku zrobił pierwotne logo, które było modyfikowane, jednak wszyscy twierdzą, że to pierwotne było najlepsze.

K: Słyszałam właśnie, że na co dzień zajmujecie się zawodami zupełnie niezwiązanymi z muzyka. Co więc robicie?

MP: Jestem dentystą.

MN: Ja jestem lekarzem chirurgiem klatki piersiowej (pulmonologiem).

GB: A jestem fizjoterapeutą (głównie terapia neurorozwojowa).

Piotr Smok: Ja protetykiem.

Piotr Czernik: A ja jestem inżynierem i nie jestem z branży medycznej.

K: Macie więc dużo obowiązków zawodowych, jak udaje Wam się połączyć to z graniem, z próbami i koncertami?

PCz: Powiem tak, dysponuję tym czasem, który mi pozostaje wolny, mimo że mam go mało, bo dzielę go na dwie firmy, które prowadzę. Czas poświęcony Post Profession jest czasem niezwykłym. Sprawia nam wielką frajdę przebywanie razem, granie razem (próby, koncerty) wszystko, co jest związane z muzyką, którą tworzymy. Jest to czas, który zawsze wyrywam troszkę rodzinie, żeby poświęcić się swojej pasji. Dla każdego z nas jest to pasja. Im mniej czasu, tym trudniej się nim gospodaruje, mamy jednak zgodę małżonek, żeby poświęcać ten czas zespołowi, a nie innym rzeczom.

GB: Faktycznie podejście małżonków, jest bardzo ważne. Moja pani laryngolog powiedziała kiedyś, że moja żona to ma szczęście, bo po „40” faceci to się oglądają za młodszymi kobietami, a ja zacząłem śpiewać. Także poszedłem w dobrym kierunku (śmiech).

K: Czyli granie dla pasji, nie dla pieniędzy, sławy?

PCz: Tak. Myślę, że dla pasji.

MP: Gdyby trafiły się pieniądze, to też byłoby bardzo fajnie (śmiech).

GB: Mogę tutaj osobistą nutę dorzucić, tego jak ja to widzę. Generalnie zawsze bardzo dużo słuchałem muzyki i nigdy nie przypuszczałem, że będzie mi dane stanąć po tej drugiej stronie. Nie ukrywam, że gdy taka okazja się przytrafiła, nie było to dla mnie takie oczywiste, że mi się to uda, że się sprawdzę. Nie ukrywam też, że jest to niebywała przestrzeń w moim życiu, że mam okazję jako naprawdę namiętny słuchacz wielu gatunków i wielu zespołów nagle stanąć po tej drugiej stronie. Jest to trudne do wytłumaczenie dla kogoś, kto nigdy tego nie spróbował. Teraz rozumiem tych, którzy mówią, co się dzieje na scenie, że jest to coś przedziwnego i trudnego do zdefiniowania. Ten kontakt z ludźmi. Dzięki moim serdecznym kumplom mam to wielkie szczęście doświadczać, jak to działa.

K: Kiedyś byliście „tylko” fanami, teraz jesteście po drugiej stronie. Kim się inspirujecie, które z kapel metalowych miały na Was największy wpływ?

MN: Każdy przemyca jakieś swoje ulubione nurty muzyczne, uznajemy, że gramy thrash metal, ale każdy z nas słucha czegoś innego. Bardzo uważamy, żeby nasze kompozycje nie były zbliżone do tego, co już było.

MP: Z Maćkiem mamy najbardziej zbliżony gust muzyczny, stare kapele metalowe, ale raczej robimy swoje i nie patrzymy na czyjąś twórczość.

K: Wiem, że graliście m.in. przed Vaderem czy Acid Drinkers. Z którym zespołem współpracuje się najlepiej?

GB: Myślę, że w środowisku ogólnie pojętego muzykowania metalowego, jest naprawdę fajna atmosfera. I rzeczywiście nie spotkaliśmy się z czymś, o czym słyszeliśmy wcześniej, że support jest gorzej nagłaśniany, że ma zdecydowanie gorsze warunki przekazu. Wysoką klasę pokazują wszystkie zespoły, z którymi mieliśmy okazję grać, nie spotkaliśmy się z takimi zachowaniem, które ustawiałoby nas w szeregu. Fajne, partnerskie granie. Tym bardziej, że to nie jest też tak, że my się gdzieś na siłę wpraszamy, jesteśmy także zapraszani. Siłą rzeczy jest to wspólny interes, im zależy, żeby ktoś na fajnym poziomie rozgrzał publiczność przed ich występem, dla nas to ogromna mobilizacja, że przed takimi niebywałymi gwiazdami – dla mnie osobiście zespół Kat – możemy zagrać i poznać tych ludzi zupełnie w inny sposób niż w wcześniej – z płyt i wywiadów w TV.

K: Który z Waszych dotychczasowych sukcesów uważacie za największy?

 PCz: Myślę, że naszym ogromnym wspólnym sukcesem jest to, że razem tworzymy Festiwal Metal Fest. W tym roku odbędzie się już VII edycja. Sukcesem jest to, że jako współorganizatorzy mamy wpływ na to, kto jest zapraszany, jak również to, że jest to już VII edycja i za każdym razem festiwal się sprawdza, jest pełna frekwencja. Mam nadzieję, że ta powtarzalność będzie co roku  i dojdziemy do XX edycji i dalej.

MP: Zawsze jest ok. 300 osób, a nawet więcej.

GB:  Tak samo jak się różnimy pod względem inspiracji do naszej muzyki, tak samo dobrze, że każdy jakiś tam inny element oceni jako największy sukces. To też wskazuje, że nie jest to jeden sukces i nie musimy się tutaj wszyscy skupiać tylko na nim. Sukcesem jest to, że sześciu dorosłych, dojrzałych mężczyzn, o mocnych charakterach tworzy ten zespół, a z tego są konkretne owoce np. ostatnia płyta. Ja jestem bardzo dumny. Jest to na ten moment spełnienie moich wyobrażeń o tym co mogliśmy najfajniejszego zrobić, ale też to, że gdyby następne pytanie było z kim jeszcze w Polsce chcielibyśmy zagrać, to tak naprawdę mielibyśmy kłopot, bo mieliśmy okazję zagrać z większością kapel z absolutnej pierwszej metalowej ligi w naszym kraju.

KH: Nawiązując do naszej ostatniej płyty, to współpracujemy także z Antyradiem. W programie „Rzeźnia” ostatni album został zaprezentowany w całości. Spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem, ponieważ były maile z prośbami o powtórkę.

K: Nawiązując do Metal Festu, o którym wspomnieliście. Co było motorem napędowym, skąd pomysł na taki festiwal  w Sosnowcu?

PCz: Pomysł zrodził się 7 lat temu, gdy muzyka metalowa zaczęła odżywać. Wówczas mieliśmy próby w Domu Kultury w Kazimierzu Górniczym. Tam spotkaliśmy pana Rafała Rybaka, który pomógł nam zorganizować cały ten festiwal. I tak naprawdę przy wsparciu Urzędu Miasta i Domu Kultury zorganizowaliśmy I edycję, która była jakimś tam małym sukcesem. Frekwencja była bardzo fajna i tak co rok udaje nam się zapraszać gwiazdy lokalnego metalu jak i mega gwiazdy, takie jak Kat, Acid Drinkers, w tym roku będzie to Flapjack.

MP: Jest to też olbrzymia zasługa naszego menadżera Krzyśka Hacika, który rozmawia z tymi zespołami. Dzięki temu różne kapele przyjeżdżają na Metal Fest.

GB: Łatwiej też się rozmawia z dyrektorem, którego ja pamiętam jako dredowca jeszcze za czasów studenckich prowadzącego imprezy np. w Parku Sieleckim. Myślę, że taka osoba lepiej rozumie potrzeby, łatwiej się można porozumieć. W tym roku będziemy gościć także kapelę z Niemiec, to taki element, który dodaje kolejną cechę świadczącą o rozwoju. Można powiedzieć, że jest to impreza międzynarodowa.

KH: W tym miejscu duże ukłony w stronę pana dyrektora Rafała Rybaka.

K: Festiwal ewoluuje. Co się więc zmieniło przez te 7 lat? Jak w ciągu kilku edycji zmieniała się publiczność?

GB: To nie jest ani festiwal, ani muzyka na zasadzie – pojawiają się plakaty i  jest pewność, że pojawią się ludzie. Myślę, że jest to jednak muzyka adresowana do pewnego dość jasno określonego odbiorcy. Na  festiwal przychodzi publiczność, która wie, czego oczekuje i to jest o tyle fajne, że jest odbiór, że  żywo reagują.

MN: Jesteśmy bardziej rozpoznawani gdzieś w sklepie, w centrum handlowym. Czasami ktoś podchodzi, mówi „Cześć widziałem Cię na koncercie i mi się podobało”.

GB: Są to też takie sytuacje, gdy w Castoramie mówię Pani sprzedawczyni, że proszę ją o pomoc z wyborem śrubek ponieważ w ogóle się na tym nie znam, na co ona mówi: „No jak się tak śpiewa w zespole metalowym, to nie trzeba się znać na wszystkich innych rzeczach”. Śmieszne sytuacje się zdarzają. Także często ten obiór jest pozytywny. Fajnie gdy ludzie się pojawiają na kolejnych edycjach i reagują np. na tytuł który zapowiadam, a nawet wydarzyło się takie niezwykłe zdarzenie, kiedy po raz pierwszy słyszałem śpiewane fragmenty tekstu. Nie ukrywam, że ciary były wtedy przeogromne.

K: Poza organizacją festiwalu stawiacie na większą liczbę koncertów czy pracujecie nad materiałem na kolejną płytę?

MP: Generalnie koncerty są, ale nie można powiedzieć, że jakoś bardzo dużo, średnio 10-12 koncertów w roku. Stawiamy raczej na ich jakość. Natomiast nad nowym materiałem pracujemy cały czas. Ja także staram się pracować, bo uważam, że zespół musi być rozwojowy, materiał musi być „robiony” cały czas. Mimo tego, że płyta była wydana w zeszłym roku, trzeba cały czas robić coś nowego.

KH: Poza tym Post Profession jest specyficznym zespołem. Każdy poświęca dużo czasu na pracę zawodową, w związku z tym, nie może sobie pozwolić na jakąś trasę koncertową. Także czas na koncerty jest dorywczy, wygospodarowane chwile kiedy można 2-3 koncerty z rzędu zagrać.

MN: Ja bym chętnie rzucił pracę i pojechał na miesiąc albo dwa. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. (śmiech)

K: Gdzie więc widzicie się za 5 lat? Porzucicie swoje prace i wyjedziecie w trasę koncertową?

MP: Myślę, że będzie podobnie, ale zobaczymy. Chciałbym żebyśmy z naszą muzyka wyszli dalej. Tak jak ostatnio graliśmy koncert z Katem w Rzeszowie. Tam publiczność reagowała bardzo żywiołowo, zostaliśmy powitani bardzo gorąco. Trzeba pojechać z koncertami w inne miejsca, nie tylko w najbliższej okolicy.

GB: Myślę, że na szczęście muzyka jest taką niekończącą się opowieścią, że nie można powiedzieć, że dzieło jest skończone i już nic się nie da zrobić. Więc cały czas możemy sięgać dalej. Myślę, że jednak najważniejsze, żebyśmy się za tych kilka lat dalej trzymali razem, to dla mnie to od początku do końca tworzyło zespół Post Profession. Wszystko co może się dziać to tylko na gruncie przyjaznej atmosfery i pewnie tego bym sobie życzył.

K: Ja również Wam tego życzę. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Katarzyna




Akceptuję
x